Deadpool: Martwi prezydenci

Deadpool_MP_okladkaSolowy debiut Deadpoola na wielkim ekranie okazał się bez wątpienia dużym sukcesem. Z pojawieniem się w salach kinowych filmu z Ryanem Reynoldsem w tytułowej roli zbiegła się w czasie premiera pierwszego tomu komiksowych przygód Wade’a Wilsona. W ramach Mavel NOW! do rąk czytelników trafili Deadpool: Martwi prezydenci.

Stany Zjednoczone terroryzuje banda nieumarłych eks-prezydentów. Sprowadzeni by przywrócić USA wielkość, prezydenci w wersji zombie postanowili stworzyć na ziemi nowy porządek. W myśl zasady PR przede wszystkim, Kapitanowi Ameryce nie wypada walczyć z ikonami amerykańskiej demokracji. Do likwidacji prezydentów-zombie zostaje zatrudniony Deadpool, najemnik który nie musi obsesyjnie przejmować się swoim wizerunkiem. Szczególnie trudnym przeciwnikiem okazuje się być Abraham Lincoln, o którym pisałem niedawno jako o pogromcy zombie.

Fabuła Martwych prezydentów nie jest zbyt skomplikowana. Deadpool skutecznie likwiduje kolejnych przywróconych życiu prezydentów, sam padając od czasu do czasu ofiarą ich knowań. Być może brak tej opowieści szczególnej finezji, ale odpowiednia dawka humoru pozwala trochę o tym zapomnieć.

Siłą komiksu Posehna, Duggana i Moore’a jest nagromadzenie żartów, choć nie zawsze najwyższych lotów. Autorzy kpią z amerykańskiej kultury popularnej, historii, a także komiksowych superbohaterów. Nie brak też ukłonów w kierunku klasyków komiksowej grozy, choćby w kadrze ilustrującym powrót do świata żywych armii Waszyngtona. Samoświadomość bohatera i burzenie przezeń czwartej ściany jest dodatkowym źródłem dobrej zabawy.

Rysunki Tony’ego Moore’a zgrabnie niosą historię. Rysownik dobrze radzi sobie ze scenami walk, których w Martwych prezydentach nie brakuje. Zombie Lincolna kontra Deadpool w klatce wydaje się jedną z najzabawniejszych.

Deadpool to z pewnością jeden najciekawszych superbohaterów ze stajni Marvela. Deadpool: Martwi prezydenci to niezły początek serii, który jednak trochę rozczarowuje, zwłaszcza jeśli w pamięci ma się niedawno obejrzany film. Nie brak w nim charakterystycznych dla opowieści o losach Wade’a Wilsona elementów, jednak dość banalna historia rozpisana aż na sześć zeszytów trochę nudzi. Tym bardziej czekam na kolejne przygody kanadyjskiego najemnika.


Deadpool, t. 1: Martwi prezydenci (Deadpool: Dead Presidents), scen. Brian Posehn, Gerry Duggan, rys. Tony Moore, Marvel Now, tłum. Oskar Rogowski, Egmont Polska, Warszawa 2016.

Print Friendly, PDF & Email

Możesz również polubić…

2 komentarze

  1. 27 maja 2016

    […] Podobnie jak w przypadku Wiary w potwory tłem dla historii opisanej w Bez pardonu jest polityka. Piątka bohaterów zmierzy się z dyktatorem bliżej nieokreślonego kraju, który stosuje niebezpieczną radioaktywną technologię, pozyskaną w wyniku bliskiej współpracy z amerykańskim rządem. Pierwsza misja to czas na dotarcie się tej drużyny złożonej z nieprzeciętnych indywidualności. Nie zabraknie efektownych walk oraz „erudycyjnych” popisów wyszczekanego Deadpoola. […]

  2. 4 grudnia 2016

    […] dusz wypada lepiej od Martwych prezydentów. Komiks pełen jest odniesień do innych tekstów amerykańskiej popkultury, a także do polityki. […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.